Kto odbiera pieniądze z NNW — dziecko czy rodzic?
Świadczenie należy do dziecka, a rodzic tylko nim zarządza. Przy drobnych kwotach nie ma z tym problemu, przy większych wchodzi wymóg zezwolenia sądu opiekuńczego na czynności przekraczające zwykły zarząd.
W skrócie: świadczenie należy do dziecka, nie do rodzica. Wypłata trafia zwykle na konto wskazane przez rodzica, ale prawnie są to pieniądze dziecka, a rodzic tylko nimi zarządza. Kodeks rodzinny i opiekuńczy mówi w art. 101 § 1, że rodzice „obowiązani są sprawować z należytą starannością zarząd majątkiem dziecka". Przy drobnych kwotach nie ma z tym żadnego problemu. Przy większych wchodzi § 3 tego samego artykułu: czynności przekraczające zakres zwykłego zarządu wymagają zezwolenia sądu opiekuńczego.
Pytanie brzmi niewinnie, dopóki mówimy o 450 zł za złamane przedramię. Robi się poważne, gdy po ciężkim wypadku wypłata idzie w dziesiątki tysięcy złotych, a rodzic zastanawia się, czy może z tych pieniędzy sfinansować remont pokoju dziecka albo spłacić kredyt, żeby domowy budżet w ogóle się spiął.
Na czyje konto wpływa wypłata
Praktyka jest prosta: przy zgłoszeniu szkody podaje się numer rachunku, a ubezpieczyciel przelewa na wskazane konto. Zwykle jest to konto rodzica, bo dziecko swojego nie ma albo ma rachunek młodzieżowy z ograniczeniami.
Ubezpieczyciel nie bada, co dalej dzieje się z pieniędzmi. Jego obowiązek kończy się na wypłacie osobie uprawnionej, a przy małoletnim uprawnionym działa przedstawiciel ustawowy, czyli rodzic.
To, że przelew wpływa na twoje konto, nie czyni z tych pieniędzy twojej własności. Zmienia się tylko miejsce, w którym leżą.
Czyje to pieniądze w świetle prawa
Świadczenie jest majątkiem dziecka. Rodzic sprawuje nad nim zarząd w ramach władzy rodzicielskiej i podlega przy tym konkretnym zasadom.
Art. 101 § 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego:
Rodzice obowiązani są sprawować z należytą starannością zarząd majątkiem dziecka pozostającego pod ich władzą rodzicielską.
Paragraf 3 dodaje ograniczenie, które jest tu najważniejsze: rodzice nie mogą bez zezwolenia sądu opiekuńczego dokonywać czynności przekraczających zakres zwykłego zarządu ani wyrażać zgody na dokonywanie takich czynności przez dziecko.
Warto też znać § 2: zarząd rodziców nie obejmuje zarobku dziecka ani przedmiotów oddanych mu do swobodnego użytku. Odszkodowanie nie jest zarobkiem, więc mieści się w zarządzie, ale granica zwykłego zarządu obowiązuje.
Gdzie kończy się „zwykły zarząd"
Ustawa nie podaje kwoty granicznej i to jest największa trudność praktyczna. Ocena zależy od wielkości świadczenia w odniesieniu do majątku dziecka i od charakteru wydatku.
Orientacyjnie, w praktyce przyjmuje się mniej więcej taki podział:
| Sytuacja | Jak zwykle się to kwalifikuje |
|---|---|
| Kilkaset złotych, wydane na leczenie i rehabilitację dziecka | zwykły zarząd, bez formalności |
| Zakup sprzętu ortopedycznego, dojazdy na zabiegi | zwykły zarząd |
| Odłożenie kwoty na koncie dziecka | zwykły zarząd |
| Kilkadziesiąt tysięcy złotych, przeznaczone na cele niezwiązane z dzieckiem | przekracza zwykły zarząd |
| Zainwestowanie środków dziecka, zakup nieruchomości, pożyczka z tych pieniędzy | przekracza zwykły zarząd |
Nie jestem prawnikiem i nie będę udawał, że potrafię wyznaczyć tę granicę w konkretnej sprawie. Przy wypłacie idącej w dziesiątki tysięcy złotych warto zapytać radcę prawnego albo od razu złożyć wniosek do sądu opiekuńczego. Wniosek jest prostszy, niż się wydaje, a zabezpiecza rodzica przed zarzutem nienależytego zarządu.
Co dzieje się po osiemnastych urodzinach
Z chwilą uzyskania pełnoletności dziecko przejmuje swój majątek. Rodzic przestaje nim zarządzać i, na żądanie, powinien być w stanie wyjaśnić, co się z tymi środkami stało.
To argument za prowadzeniem prostej ewidencji, nawet jeśli nikt jej nigdy nie zażąda. Wystarczy zeszyt albo plik: data wypłaty, kwota, na co poszła.
Gdy rodzice są po rozwodzie
Sytuacja częsta i budząca najwięcej emocji, więc warto ją uporządkować.
Świadczenie należy do dziecka, a nie do żadnego z rodziców. Zarząd majątkiem dziecka sprawuje ten, komu przysługuje władza rodzicielska, a gdy przysługuje obojgu, istotne decyzje powinny być podejmowane wspólnie. Rozliczenie szkody i przyjęcie wypłaty mieści się zwykle w zwykłym zarządzie, więc zgłoszenia dokonuje ten rodzic, który się tym zajmuje.
Problemy pojawiają się przy większych kwotach i przy konflikcie: jeden rodzic uważa, że pieniądze powinny zostać odłożone, drugi że wydane na bieżące potrzeby dziecka. Prawo nie rozstrzyga tego automatycznie i przy braku porozumienia właściwą drogą jest sąd opiekuńczy.
Rzecz, którą warto powiedzieć wprost: te pieniądze nie są elementem rozliczeń między rodzicami. Nie kompensują alimentów, nie są częścią podziału majątku i nie należą się „temu, kto opiekował się dzieckiem". Są majątkiem dziecka i tylko na jego potrzeby powinny być wydawane.
Gdy dziecko ma już swoje konto
Nastolatki często mają rachunki młodzieżowe, zakładane za zgodą rodzica. Wypłata może trafić bezpośrednio tam i bywa to najprostsze rozwiązanie przy mniejszych kwotach.
Warto jednak pamiętać, że rachunek młodzieżowy nie zmienia zasad zarządu. Dziecko poniżej trzynastu lat nie może samodzielnie dokonywać czynności prawnych, a między trzynastym a osiemnastym rokiem życia ma ograniczoną zdolność do czynności prawnych i do poważniejszych decyzji potrzebuje zgody rodzica.
Przy kilkuset złotych za złamaną rękę nie ma to praktycznego znaczenia. Przy kwocie, która realnie coś zmienia, lepszym rozwiązaniem jest rachunek oszczędnościowy prowadzony przez rodzica na rzecz dziecka.
Dobra praktyka: osobne konto
Rozwiązanie, które polecam rodzicom przy większych świadczeniach, jest banalne i rozwiązuje większość problemów naraz.
Załóż rachunek dla dziecka i przelej tam świadczenie w całości. Wydatki związane z leczeniem opłacaj z niego, zachowując potwierdzenia. Reszta zostaje na koncie do pełnoletności.
Daje to trzy rzeczy: pieniądze nie mieszają się z domowym budżetem, historia rachunku jest gotową ewidencją, a przy pytaniu sądu albo dorosłego już dziecka odpowiedź jest prosta i udokumentowana.
Przy drobnych wypłatach rzędu kilkuset złotych, wydawanych na bieżące leczenie, to oczywiście przesada. Chodzi o sytuacje, w których kwota jest realnie duża.
Czego to nie zmienia
Kilka rzeczy, które przy okazji warto uporządkować.
Podatku nie ma. Świadczenia z ubezpieczeń osobowych są wolne od podatku dochodowego, niezależnie od tego, na czyje konto wpłyną i kto nimi zarządza.
Rodzic nie musi być ubezpieczającym. Nawet gdy składkę opłaciła szkoła albo dziadkowie, uprawnionym do świadczenia za uszczerbek jest dziecko.
Rozwód niczego nie dzieli. Świadczenie nie jest majątkiem wspólnym rodziców i nie podlega podziałowi. Zarząd sprawuje ten rodzic, który ma władzę rodzicielską, a przy władzy obojga zwykle wymagana jest zgodność co do czynności poważniejszych.
Okiem eksperta
Przez lata pracy przy szkodach dziecięcych spotkałem dokładnie jeden przypadek, w którym ktokolwiek pytał o zarząd tymi pieniędzmi, i było to przy wypłacie sześciocyfrowej po bardzo ciężkim wypadku. Przy typowych kwotach nikt tego nie kontroluje i nikt nie ma takiego zamiaru.
Nie znaczy to jednak, że zasada jest martwa. Znaczy tylko, że przy 450 zł nikt nie robi problemu z tego, że rodzic kupił za nie ortezę i zapłacił za rehabilitację. Problem pojawia się wtedy, gdy kwota jest duża, a wydatek nie ma z dzieckiem nic wspólnego.
Rodzicom po ciężkich wypadkach mówię wprost: te pieniądze często mają służyć dziecku przez lata, na rehabilitację, na sprzęt, czasem na dostosowanie sposobu nauki. Wydanie ich w pierwszym roku na zatkanie dziury w budżecie jest zrozumiałe, ale bywa decyzją, do której się wraca. To zresztą argument za tym, żeby domowy budżet miał własne zabezpieczenie, niezależne od polisy dziecka, choćby przez ubezpieczenie na życie chroniące dochód rodziny.