Dlaczego dziecko zna zasadę, a i tak ją łamie?
Dziecko zna regułę, chce jej przestrzegać i mimo to jej nie stosuje. Skąd się to bierze i jak działają przypominajki graficzne.
Spis treści
W skrócie: dziecko z nadmierną impulsywnością zna zasadę i chce się do niej stosować, ale we właściwym momencie po prostu nie jest w stanie sobie o niej przypomnieć. To nie jest bunt ani testowanie granic. Dlatego pomoc polega na przypominaniu o regule dokładnie wtedy, gdy jest potrzebna, a nie na powtarzaniu jej po fakcie. Ten tekst opisuje wyłącznie codzienne strategie organizacyjne; diagnoza i dobór wsparcia należą do poradni psychologiczno-pedagogicznej albo lekarza specjalisty.
To był dla mnie najbardziej odkrywczy fragment materiału Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 7 w Gdańsku, opracowanego przez Michalinę Płotkę i Martę Dopierałę. Bo pytanie „przecież wiesz, że tak nie wolno, dlaczego to zrobiłeś?” zadawałem dziesiątki razy i za każdym razem zakładałem, że problem leży w wiedzy albo w chęciach.
Skoro zna zasadę, dlaczego jej nie stosuje?
Materiał tłumaczy to bardzo precyzyjnie. Nadmierna impulsywność powoduje, że dziecko we właściwym momencie nie jest w stanie przypomnieć sobie obowiązującej zasady, mimo że reguły zna i chce się do nich stosować.
Trzeba to przeczytać dokładnie, bo każde słowo ma znaczenie. Zna zasadę. Chce jej przestrzegać. I mimo to jej nie przywoła w tej jednej sekundzie, w której byłaby potrzebna.
Z tego wynika wniosek praktyczny, który przestawia całą pomoc na inne tory: skoro problemem nie jest wiedza, to tłumaczenie zasady po raz setny niczego nie zmieni. Pomoc musi polegać na przypominaniu o istnieniu danej reguły w odpowiednim momencie.
| Co zwykle robimy | Co według materiału ma sens |
|---|---|
| tłumaczymy zasadę na spokojnie po zdarzeniu | przypominamy o niej tuż przed trudną sytuacją |
| pytamy „dlaczego to zrobiłeś” | zakładamy, że w tamtej chwili reguła nie była dostępna |
| liczymy, że powtórzenie utrwali regułę | budujemy system przypominania z zewnątrz |
| karzemy za złamanie zasady | ograniczamy liczbę sytuacji, w których do złamania dochodzi |
Jak przypominać, żeby to działało?
Kluczowe jest wyczucie momentu. Materiał podaje przykład, który zapamiętałem, bo jest doskonale konkretny: podczas wycieczki rowerowej, na chwilę przed skrzyżowaniem, powinien pojawić się komunikat „teraz jedziesz za mną”.
Nie po skrzyżowaniu. Nie rano przed wyjazdem. Na chwilę przed.
To najprostszy sposób działania w takich sytuacjach: głośne przypomnienie o zasadzie obowiązującej w potencjalnie trudnym momencie. Do tego materiał dodaje jeszcze omówione wcześniej z dzieckiem sygnały, czyli umówiony znak, który uruchamia daną regułę bez tłumaczenia wszystkiego od nowa.
U nas takim sygnałem przy przejściu dla pieszych jest podanie ręki i jedno słowo. Nie dyskutujemy wtedy o przepisach, bo na to nie ma czasu ani miejsca.
Czym są „przypominajki graficzne”?
To metoda, którą materiał poleca wprost: prezentowanie umowy albo zasady w formie graficznej.
Podział jest prosty i zależy od wieku dziecka.
| Wiek dziecka | Forma przypominajki | Przykłady z materiału |
|---|---|---|
| starsze dzieci | krótki tekst w widocznym miejscu | „Odstaw brudne naczynia do zlewu”, „Zapukaj, zanim wejdziesz”, „Pościel łóżko przed wyjściem” |
| młodsze dzieci | znak graficzny | znak w rodzaju drogowego „Zakaz wjazdu” albo „Stop” |
Miejsce też ma znaczenie. W materiale pada, że tekst może wisieć na drzwiach pokoju albo leżeć na stole, czyli dokładnie tam, gdzie zasada ma zadziałać. Kartka schowana w szufladzie nie przypomina o niczym.
Zaletą takiej kartki jest to, że przypomina zamiast rodzica. Kiedy tę samą uwagę powtarza dorosły po raz piąty w ciągu godziny, robi się z tego konflikt. Kartka nie ma tonu głosu i dziecko nie musi się przed nią bronić.
Jak przewidywać sytuacje, w których impulsywność jest groźna?
Cechą zachowań impulsywnych jest ich nieprzewidywalność, i to zarówno co do przebiegu zdarzeń, jak i ich konsekwencji. Dlatego kolejna strategia z materiału polega na tym, żeby to dorosły przewidywał sytuacje, w których impulsywność dziecka może być dla niego niebezpieczna.
Autorki podają konkretne przykłady takich momentów: wbiegnięcie na jezdnię, niemożność zaczekania na swoją kolej, zajęcie miejsca w autobusie przed starszą osobą. Żeby móc je przewidzieć, rodzice i opiekunowie powinni często analizować i monitorować zachowania dziecka.
Jest tam też zasada, którą uważam za najważniejszą w całym tym rozdziale. Jeśli problem wtargnięcia na ulicę pojawił się kilkakrotnie, należy założyć, że każde kolejne przejście przez jezdnię jest sytuacją potencjalnie zagrażającą. Nie „zwykle jest dobrze”. Każde. Konieczne staje się więc ostrzeżenie dziecka i wspólne rozważenie możliwych następstw.
Ta zasada bardzo przypomina to, czym zajmuję się zawodowo. Skoro coś zdarzyło się kilka razy, przestaje być wypadkiem przy pracy, a staje się przewidywalnym ryzykiem, które trzeba zaadresować z góry. Dorośli robią tak w innych obszarach: rozpisują z wyprzedzeniem scenariusze, o których wolelibyśmy nie myśleć, choćby wykupując osobną polisę na wypadek nowotworu. Z przejściem przez jezdnię jest identycznie, tylko stawka jest jeszcze wyższa.
Jak obserwować dziecko, żeby móc przewidywać?
Skoro przewidywanie ma być zadaniem dorosłego, potrzebna jest jakaś podstawa. Materiał mówi o częstym analizowaniu i monitorowaniu zachowań dziecka, ale nie podaje gotowego formularza, więc opiszę to, co u nas się sprawdziło.
Przez dwa tygodnie notowałem w telefonie jedną rzecz: kiedy doszło do impulsywnej reakcji i co działo się chwilę wcześniej. Bez ocen i bez wniosków, samo zdanie na zdarzenie. Po dwóch tygodniach wyszedł z tego wzór, którego wcześniej nie widziałem, bo każde takie zdarzenie przeżywałem osobno.
Okazało się, że najtrudniejsze były momenty przejścia: wyjście ze szkoły, wejście do sklepu, koniec zabawy na podwórku. Nie sytuacje same w sobie, tylko granice między nimi.
| Moment | Zasada, którą przypominam wcześniej |
|---|---|
| wyjście ze szkoły na ulicę | idziemy razem, zatrzymujemy się przed krawężnikiem |
| wejście do sklepu | najpierw pytamy, potem bierzemy z półki |
| koniec zabawy na podwórku | uprzedzenie, że za pięć minut wracamy |
| wsiadanie do autobusu | przepuszczamy osoby starsze |
Ostatni wiersz pochodzi wprost z materiału, gdzie zajęcie miejsca w autobusie przed starszą osobą podano jako przykład typowej sytuacji impulsywnej. Kiedy mam taką listę, przypomnienie pada we właściwej sekundzie, a nie po fakcie.
Jak rozmawiać po złamaniu zasady?
Tu materiał jest oszczędny, więc trzymam się tego, co w nim jest. Trudności nie wynikają ze złej woli dziecka, tylko z przyczyny obiektywnej i niezależnej, a za objawy nie karzemy.
W praktyce oznacza to, że po zdarzeniu przenoszę rozmowę z pytania „dlaczego” na pytanie „co ustawimy inaczej”. Czy w tym miejscu przyda się przypominajka. Czy komunikat padł wystarczająco wcześnie. Czy przewidziałem, że akurat ta sytuacja będzie trudna.
Odpowiedzialność za system przypominania jest po stronie dorosłego. To niewygodna konkluzja, bo oznacza więcej pracy dla mnie, ale jest jedyna spójna z tym, jak działa impulsywność.
Okiem eksperta
W mojej praktyce zawodowej najczęstszym błędem jest zakładanie, że skoro ktoś wie, jak należy postąpić, to tak postąpi. Zderzam się z tym stale, tylko w innym kontekście: ludzie wiedzą, jak zgłosić szkodę i w jakim terminie, a i tak tego nie robią, bo w tamtym momencie mieli w głowie zupełnie coś innego. Wiedza i zachowanie to dwie różne rzeczy, także u dorosłych.
Dlatego zdanie o tym, że dziecko zna zasadę i chce ją stosować, ale nie potrafi jej przywołać w odpowiedniej chwili, uważam za najbardziej praktyczną informację z całego tego materiału. Zdejmuje ono z rodzica jałowy wysiłek tłumaczenia po raz kolejny i przekierowuje energię na coś, co faktycznie działa: kartkę na drzwiach, umówiony sygnał i jedno zdanie powiedziane pięć sekund przed skrzyżowaniem.
Zmieniło to też u mnie coś jeszcze. Przestałem odbierać złamanie zasady jako coś wymierzonego we mnie. Kiedy przestaje się to czytać jako brak szacunku, całą rozmowę prowadzi się spokojniej, a spokojna rozmowa ma dużo większą szansę zostawić po sobie jakiś ślad.