Jak odrabiać lekcje z dzieckiem z ADHD? Sesja krok po kroku
Ile czasu zarezerwować, jak przygotować biurko i 14 kroków od przywilejów po spakowany tornister.
Spis treści
- Ile czasu naprawdę trzeba na to zarezerwować?
- Dlaczego miejsce pracy jest ważniejsze niż motywacja?
- Co ustalamy, zanim dziecko w ogóle usiądzie?
- Jak wygląda sama sesja krok po kroku?
- Czym powinna kończyć się sesja?
- Co, jeśli nie dam rady siedzieć przy dziecku codziennie?
- Okiem eksperta
- Przeczytaj również
W skrócie: dobrze zaplanowana sesja odrabiania lekcji z dzieckiem z ADHD ma stałą porę, przygotowane wcześniej miejsce i dorosłego, który siedzi obok przez cały czas. Materiał Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 7 w Gdańsku rozpisuje taką sesję na czternaście kroków, od ustalenia przywilejów aż po spakowanie tornistra i krótką rozmowę o tym, co dziś wyszło dobrze. Ten tekst opisuje wyłącznie codzienną organizację pracy w domu; diagnoza i dobór wsparcia należą do poradni psychologiczno-pedagogicznej albo lekarza specjalisty.
Odrabianie lekcji jest w wielu domach najtrudniejszą godziną dnia. U nas też bywało tak, że to, co miało zająć czterdzieści minut, rozłaziło się na cały wieczór i kończyło awanturą. Kiedy trafiłem na opracowanie gdańskiej poradni, przygotowane przez Michalinę Płotkę i Martę Dopierałę, uderzyło mnie jedno: cała ta metoda nie polega na tym, żeby dziecko bardziej się starało. Polega na tym, żeby dorosły lepiej przygotował warunki.
Ile czasu naprawdę trzeba na to zarezerwować?
Zaczynam od tego punktu, bo on decyduje o wszystkim pozostałym.
Powszechne przekonanie mówi, że z dzieckiem odrabia się lekcje tylko na początku pierwszej klasy, a potem powinno radzić sobie samo. W przypadku wielu dzieci z trudnościami takie założenie się nie sprawdza. Autorki materiału radzą wprost, żeby nastawić się na wspieranie dziecka w pracach domowych znacznie dłużej, niż zakładamy.
Idzie za tym konkret organizacyjny. Jeżeli odrabianie lekcji ma przebiegać w miarę bezproblemowo, rodzic musi mieć codziennie zarezerwowany czas na pracę z dzieckiem. W materiale pada liczba, która robi wrażenie: większość dzieci z ADHD potrzebuje minimum trzech godzin na to, żeby usiąść do lekcji, odrobić je i spakować tornister na następny dzień. Taki zapas czasu warto sobie zapewnić.
To nie znaczy, że dziecko przez trzy godziny pisze. To znaczy, że tyle trwa cały proces razem z siadaniem, przerwami, sprawdzaniem i pakowaniem. Kiedy przyjąłem to do wiadomości, przestałem się złościć o to, że „znowu się rozwlekło”. Po prostu źle liczyłem.
Dlaczego miejsce pracy jest ważniejsze niż motywacja?
Objawy z grupy zaburzeń uwagi bardzo wyraźnie odbijają się na jakości pracy dziecka. W skrajnych sytuacjach dziecko właściwie nie jest w stanie pracować bez pomocy drugiej osoby. Materiał podkreśla rzecz, o której łatwo zapomnieć wieczorem przy zeszycie: to nie wynika ze złej woli ani z niechęci do nauki, a za objawy nie wolno karać.
Stąd technika „czystego biurka”. Zostawiamy tylko rzeczy niezbędne do tego jednego zadania.
| Element otoczenia | Co robimy |
|---|---|
| biurko | zostają wyłącznie niezbędne przybory |
| okno | zamknięte i zasłonięte |
| ściana nad biurkiem | gładka, bez obrazków i drobiazgów przyciągających wzrok |
| telefon | wyciszony |
| telewizor, radio | wyłączone, także w sąsiednim pokoju |
| zwierzę domowe | na czas nauki i posiłków zostaje za drzwiami |
Autorki radzą też sprawdzić, czy do pokoju nie dochodzi telewizor albo radio z drugiego pokoju i odgłosy zabawy z podwórka. I zadać sobie proste pytanie: na co patrzy dziecko, kiedy odrywa się od nauki. Komputer, plakaty i widok za oknem trzeba usunąć albo zasłonić.
Ta sama zasada czystego otoczenia dotyczy zresztą posiłków, nie tylko lekcji.
Co ustalamy, zanim dziecko w ogóle usiądzie?
Trzy pierwsze kroki dzieją się poza samą nauką.
Pakiet przywilejów. Ustalamy, które przyjemności są dostępne wyłącznie dla dziecka, które odrobiło pracę domową. Zasada jest prosta: lekcje po przyjemnościach są karą, a przyjemności po lekcjach nagrodą. Dlatego wszystko, co przyjemne, przychodzi po zeszytach.
Stała pora. Może to być konkretna godzina, na przykład zawsze siadamy o 17.00, albo stały punkt planu dnia, na przykład kwadrans po obiedzie. Warto dogadać się z dzieckiem, czy chce sygnału ostrzegawczego w rodzaju „za dziesięć minut siadamy”.
Konsekwencja przy notorycznym odwlekaniu. Materiał wskazuje, że jeśli dziecko stale odwleka siadanie do lekcji, konieczne może być ustalenie tak zwanej konsekwencji cykającej. Opracowanie nie rozwija tego wątku, więc nie będę zgadywał, jak dokładnie ją skonstruować. To jest dobry temat na rozmowę z psychologiem w poradni.
Jak wygląda sama sesja krok po kroku?
Poniżej kolejność z materiału, przełożona na to, co faktycznie robię przy stole.
| Krok | Na czym polega |
|---|---|
| 1 | dorosły zostaje przy dziecku przez cały czas nauki |
| 2 | wspólnie przeglądamy zeszyty i spisujemy listę zadań do wykonania |
| 3 | dziecko robi jedno zadanie i oddaje je do sprawdzenia |
| 4 | po „zaliczeniu” i ewentualnej krótkiej przerwie przechodzi do kolejnego |
| 5 | długie zadanie dzielimy na etapy, każdy traktujemy jak osobne zadanie |
| 6 | ustalamy z góry, co dziecko może robić w przerwie |
| 7 | picie i jedzenie tylko w przerwach, nie w trakcie pisania |
| 8 | materiał do nauczenia się ustnie też „zaliczamy” u rodzica |
Przy ostatnim punkcie autorki podpowiadają konkretne kryterium: umiesz, jeżeli odpowiesz na trzy pytania. To zdejmuje z rodzica ciężar oceniania „na oko”, a dziecku daje jasny warunek zakończenia.
Dzielenie długiego zadania na etapy zasługuje na osobne zdanie, bo to najbardziej niedoceniany punkt z całej listy. Materiał wskazuje skracanie zadań jako jedną z podstawowych form pomocy przy zaburzeniach uwagi, obok usuwania zbędnych bodźców i przywoływania uwagi dziecka. W praktyce oznacza to, że wypracowanie nie jest jednym zadaniem, tylko trzema albo czterema. Każdy etap ma własny koniec, własne sprawdzenie u dorosłego i własną krótką przerwę. Dziecko, które widzi przed sobą jeden wielki blok pracy bez widocznego końca, odpada z niego dużo szybciej niż to, które ma przed sobą etap na dziesięć minut.
Jest jeszcze jedna zasada, którą uważam za najtrudniejszą do utrzymania. Jeżeli dziecko wykona pracę szybko, nie dokładamy nic nowego. Kusi, żeby wykorzystać dobry moment i zrobić coś ekstra. Materiał ostrzega, że dziecko traci wtedy motywację do sprawnego odrabiania lekcji, bo szybka praca przestaje mu się opłacać.
Czym powinna kończyć się sesja?
Trzema rzeczami w tej kolejności.
Najpierw spakowanie tornistra, przygotowanie stroju na wychowanie fizyczne i ustawienie wszystkiego w przedpokoju. Lekcje kończą się dopiero wtedy, nie w momencie zamknięcia ostatniego zeszytu.
Potem siadamy i mówimy dziecku, co nam się dzisiaj podobało w jego pracy. Nie „w końcu zrobiłeś”, tylko konkret: że samo znalazło zadanie w zeszycie, że po przerwie wróciło bez awantury.
Na końcu przychodzi czas na przyjemności, czyli ten pakiet ustalony na starcie.
Co, jeśli nie dam rady siedzieć przy dziecku codziennie?
To realny problem, zwłaszcza gdy dzieci jest kilkoro. Materiał podaje dwa rozwiązania. Pierwsze to znalezienie osoby wspierającej, czyli licealisty, studenta albo emerytowanego nauczyciela gotowego codziennie pracować z dzieckiem przez kilka godzin. Drugie to rodzinne dyżury przy odrabianiu lekcji, gdy zadanie rozkłada się między dorosłych w rodzinie.
Warto zauważyć, na czym cały ten system stoi. Na dostępności dorosłego. Codziennie, przez lata. To dobry moment, żeby przy okazji sprawdzić, czy rodzina ma zabezpieczoną sytuację, w której tego dorosłego zabraknie albo wypadnie on z gry na dłużej. U nas zamknęliśmy to pakietem ochronnym dla rodziców, bo plan dnia dziecka jest tak mocny, jak stabilna jest sytuacja rodziców.
Okiem eksperta
Mam trójkę dzieci i przez lata robiłem przy lekcjach dokładnie ten błąd, który ta metoda usuwa na samym początku: siadałem do zeszytów bez planu, w kuchni, przy włączonym czajniku i cudzych rozmowach, licząc, że dziecko „się skupi”. Kiedy się nie skupiało, uznawałem to za kwestię chęci.
Największa zmiana w moim myśleniu polegała na przeniesieniu ciężaru z dziecka na warunki. Przygotowanie miejsca zajmuje pięć minut i jest w stu procentach po mojej stronie. Ustalenie stałej pory to jedna rozmowa. Trzy godziny rezerwy w kalendarzu to decyzja organizacyjna, a nie wysiłek dziecka. Dopiero gdy te trzy rzeczy są zrobione, ma sens rozmowa o tym, jak dziecko pracuje.
Druga rzecz, którą zapamiętałem, to kończenie sesji rozmową o tym, co się udało. Wieczór po lekcjach ma w pamięci dziecka jakiś ostatni kadr. Przez długi czas u nas tym kadrem było moje zniecierpliwienie. Dziś staram się, żeby był nim konkret, który poszedł dobrze, nawet jeśli reszta wieczoru była trudna.