Rozwój dziecka

Dlaczego chwalenie dziecka z ADHD jest tak trudne?

Mechanizm jednostronnego patrzenia, konkretne pochwały zamiast ocen i co robić po naprawdę złym dniu.

Filip Dzierżak
Filip Dzierżak
Licencjonowany agent ubezpieczeniowy, właściciel multiagencji
6 min czytania
Tata z uznaniem kładzie dłoń na ramieniu uśmiechniętego syna

W skrócie: chwalenie dziecka z ADHD jest trudne nie dlatego, że rodzicom brakuje dobrej woli, tylko dlatego, że uwaga dorosłych i dzieci kieruje się w pierwszej kolejności na złe doświadczenia. Pozytywne wydarzenia ciągle się zdarzają, ale stają się coraz mniej wyraźne. Wyjście z tego polega na świadomym kierowaniu uwagi na najdrobniejsze nawet sukcesy i rozmawianiu o nich, bez upiększania sytuacji i bez bagatelizowania problemów. Ten tekst opisuje wyłącznie codzienne strategie organizacyjne; diagnoza i dobór wsparcia należą do poradni psychologiczno-pedagogicznej albo lekarza specjalisty.

Ze wszystkich fragmentów materiału Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 7 w Gdańsku, przygotowanego przez Michalinę Płotkę i Martę Dopierałę, ten był dla mnie najbardziej niewygodny. Bo dotyczy nie dziecka, tylko rodzica. I opisuje mechanizm, który przez lata działał u mnie w tle, zupełnie bez mojej zgody.

Dlaczego rodzicom tak trudno chwalić?

Materiał zaczyna od diagnozy sytuacji rodziców. Rodzice dzieci z ADHD często mają poczucie, że muszą swoje dzieci ciągle tylko napominać, ograniczać i karać.

To nie jest kwestia charakteru. To wynik prostej arytmetyki dnia. Jeśli w ciągu godziny trzeba dziesięć razy zareagować, to na koniec dnia w pamięci zostaje pięćdziesiąt reakcji, z których większość była korygująca. Negatywne doświadczenia przeważają, a pozytywne strony dziecka nie są tak wyraźne.

Najważniejsze zdanie brzmi jednak inaczej. Uwaga opiekunów i dzieci kieruje się w pierwszym rzędzie na złe doświadczenia, a pozytywne wydarzenia, mimo że ciągle mają miejsce, stają się coraz mniej wyraźne.

Zwróć uwagę: one ciągle mają miejsce. Problemem nie jest ich brak, tylko to, że przestajemy je widzieć.

Jak dziecko przeżywa to samo?

Materiał podkreśla, że dzieci przeżywają tę sytuację podobnie do rodziców. Wydaje im się, że rodzice są z nich ciągle niezadowoleni i że zawiodły ich oczekiwania.

To jest w tym wszystkim najsmutniejsze. Powstaje układ, w którym obie strony patrzą przez ten sam zniekształcony filtr.

Co widzi rodzic Co widzi dziecko
ciągłe upominanie i korygowanie ciągłe niezadowolenie dorosłego
dobre momenty, które umykają wrażenie, że zawiodło oczekiwania
poczucie, że nic nie działa poczucie, że nic nie jest wystarczająco dobre

Warto to zestawić z tym, co materiał mówi o objawach w ogóle. Trudności w koncentracji nie wynikają ze złej woli dziecka ani z jego niechęci do pracy, tylko z przyczyny obiektywnej i niezależnej. Za objawy nie karzemy. Jeśli więc znaczna część moich reakcji dotyczy właśnie objawów, to buduję ten filtr na czymś, na co dziecko nie ma wpływu.

Na czym polega zmiana sposobu patrzenia?

Materiał nie proponuje kursu pozytywnego myślenia. Proponuje coś znacznie bardziej konkretnego: świadome kierowanie uwagi na najdrobniejsze nawet sukcesy i rozmawianie o tym.

Kluczowe jest słowo „świadome”. To nie stanie się samo, bo domyślne ustawienie uwagi działa dokładnie odwrotnie.

Jest przy tym wyraźne zastrzeżenie, które trzyma całą metodę w ryzach. Nie powinno się ani bagatelizować problemów, ani upiększać sytuacji. Chodzi wyłącznie o zmianę jednostronnego sposobu patrzenia, w którym zauważa się prawie wyłącznie negatywy, a pomija to, co dobre.

Innymi słowy: nie udaję, że trudny dzień był dobry. Zauważam tylko, że w tym trudnym dniu wydarzyły się także rzeczy, które przeszły niezauważone.

Co konkretnie zauważać?

Tu materiał używa sformułowania „najdrobniejsze sukcesy” i to jest dobra wskazówka co do skali. Nie chodzi o oceny na koniec semestru.

U nas na tej liście są rzeczy takie jak:

  • dziecko wróciło do stołu po przerwie, choć nie miało ochoty,
  • zgłosiło, że musi się ruszyć, zamiast po prostu wyjść w środku rozmowy,
  • odłożyło buty na miejsce bez przypominania,
  • powiedziało, że nie rozumie zadania, zamiast je porzucić w milczeniu.

Żadna z tych rzeczy nie jest osiągnięciem, jeśli patrzeć na nią z zewnątrz. Dla dziecka, które przez cały dzień walczy z własną impulsywnością, każda z nich kosztowała realny wysiłek.

Praktycznym haczykiem, który pomógł mi to utrwalić, jest zakończenie odrabiania lekcji z materiału gdańskiej poradni: na koniec siadamy i mówimy dziecku, co nam się w jego pracy dzisiaj podobało. Stały punkt w ciągu dnia działa lepiej niż postanowienie „będę częściej chwalić”.

Jak nie zamienić pochwały w kolejną ocenę?

To pułapka, w którą wpadłem najszybciej. Pochwała łatwo zamienia się w komunikat, który mówi dziecku, że wreszcie spełniło oczekiwanie, a wcześniej ich nie spełniało.

Forma, która nie pomaga Forma, która pomaga
„no widzisz, jak chcesz, to potrafisz” „wróciłeś do stołu po przerwie, doceniam to”
„w końcu zrobiłeś to porządnie” „to zadanie zrobiłeś sam od początku do końca”
ogólne „byłeś dziś grzeczny” konkretne wskazanie jednego zachowania
pochwała z doklejoną uwagą na końcu sama pochwała, uwaga przy innej okazji

Ostatni wiersz wymaga komentarza. Doklejanie „ale gdybyś jeszcze…” zabiera pochwale całą wartość, bo dziecko zapamiętuje to, co usłyszało na końcu.

Co zrobić, gdy dzień był naprawdę zły?

To pytanie zadaje sobie każdy rodzic, który próbował tej metody i trafił na wieczór, w którym nic nie poszło dobrze. Materiał daje na nie odpowiedź pośrednio, przez wspomniane zastrzeżenie: nie bagatelizujemy problemów i nie upiększamy sytuacji.

Nie szukam więc w złym dniu pochwały na siłę i nie mówię dziecku, że było świetnie, skoro obydwoje wiemy, że nie było. Taka pochwała nie ma żadnej wartości, bo dziecko rozpoznaje ją natychmiast i uczy się, że moje słowa niewiele znaczą.

Robię coś innego. Rozdzielam dwie rzeczy: trudne zdarzenie i cały dzień. Trudne zdarzenie omawiamy, ustalamy, co zmienić na następny raz, i na tym je zamykam. Potem osobno wracam do tego, co w tym samym dniu przeszło niezauważone, bo według materiału pozytywne wydarzenia ciągle mają miejsce, tylko przestają być widoczne.

W praktyce sprowadza się to do jednego pytania, które zadaję sobie przed snem: co dziś zrobiło dobrze, a ja tego nie skomentowałem, bo byłem zajęty gaszeniem pożaru. Prawie zawsze coś się znajduje. To sygnał, jak bardzo domyślny filtr uwagi działa na moją niekorzyść.

Skąd wziąć na to przestrzeń w trudnym dniu?

Ta część jest ode mnie, nie z materiału, ale wynika wprost z opisanego w nim mechanizmu. Jeśli uwaga rodzica kieruje się na to, co poszło źle, to warto po prostu zmniejszyć liczbę rzeczy, które codziennie idą źle i wymagają reakcji.

W domu z dzieckiem w ciągłym ruchu spora część tego strumienia to drobne szkody: rozbita szyba, zalany sprzęt, uszkodzony przedmiot. Część z nich mieści się w zwykłej polisie mieszkaniowej, a ubezpieczenie domu i mieszkania zdejmuje przynajmniej finansową stronę takiego zdarzenia. Brzmi to prozaicznie, ale reakcja rodzica na zbitą szybę wygląda inaczej, gdy wie, że sprawa jest zamknięta jednym zgłoszeniem.

Podobnie jest z urazami. Świadomość, że wizyty i rehabilitacja po upadku są zabezpieczone, wyjmuje z tego równania choć jedno zmartwienie.

Okiem eksperta

W mojej pracy stale widzę wersję tego samego mechanizmu u dorosłych. Ludzie pamiętają jedną nieprzyjemną rozmowę z ubezpieczycielem sprzed lat i na tej podstawie budują obraz całej branży, choć w międzyczasie mieli kilka spraw załatwionych bez żadnego problemu. Uwaga przykleja się do tego, co bolało, a reszta cichnie.

Jako rodzic złapałem się dokładnie na tym samym. Potrafiłem podsumować cały wieczór jednym zdaniem o awanturze przy lekcjach, chociaż w tym samym wieczorze dziecko trzy razy zrobiło coś, co jeszcze pół roku wcześniej było poza jego zasięgiem. Nie kłamałem, mówiąc, że wieczór był trudny. Po prostu opowiadałem tylko połowę.

Najbardziej praktyczne, co z tego wyciągnąłem, to stały moment na koniec dnia, w którym mówię o jednej konkretnej rzeczy, która się udała. Nie jako technika wychowawcza, tylko jako korekta własnego widzenia. Bo to moja uwaga zawęziła się pierwsza, a dziecko po prostu poszło w ślad za nią.

Przeczytaj również

Zadbaj o spokój — sprawdź ofertę NNW dziecka

Ochrona przez cały rok szkolny, 24/7 — również poza szkołą. Zakup online w 5 minut.