Jesteś taki mądry czy widzę, że się starałeś? Jedna pochwała, dwa różne dzieci
Pochwała za cechę uczy chronić etykietę i wybierać łatwe zadania. Pochwała za wysiłek uczy, że błąd to informacja. Gotowe zdania i tabela zamian.
Spis treści
- Dlaczego „jesteś taki mądry” może zaszkodzić?
- Co zmienia pochwała za wysiłek?
- Czy to znaczy, że nie wolno powiedzieć dziecku, że jest mądre?
- Jedno słowo, które zmienia rozmowę o porażce
- Jak chwalić, gdy dziecku nie wyszło?
- Czy pochwała za wysiłek nie staje się kolejną nagrodą?
- Co powiedzieć, gdy dziecko wygrywa albo przegrywa zawody?
- Czy w każdym wieku wygląda to tak samo?
- Jak sprawdzić, czy moja pochwała w ogóle działa?
- Okiem eksperta
- Przeczytaj również
W skrócie: Pochwała za cechę („jesteś taki mądry”) uczy dziecko chronić etykietę, więc zaczyna wybierać zadania łatwe, żeby jej nie stracić. Pochwała za wysiłek i konkret („widzę, że siedziałeś nad tym pół godziny i spróbowałeś trzech sposobów”) uczy, że porażka to informacja, a nie wyrok. Zmień jedno zdanie w reakcji na ocenę, a po kilku tygodniach zobaczysz różnicę w tym, czego dziecko się podejmuje.
Przez lata mówiłem swoim dzieciom, że są zdolne. Wydawało mi się, że robię dokładnie to, czego mnie samemu brakowało w dzieciństwie. Dopiero kiedy średnie dziecko odmówiło udziału w konkursie matematycznym słowami „a jak nie wygram, to co”, zacząłem się zastanawiać, co właściwie zbudowałem tymi pochwałami.
Dlaczego „jesteś taki mądry” może zaszkodzić?
Pomyśl, co dziecko robi z taką informacją. Skoro jestem mądry, to każde zadanie, którego nie rozwiążę, podważa coś ważnego. Nie mówi wtedy „to zadanie było trudne”, tylko „chyba jednak nie jestem mądry”.
Najprostszą obroną przed taką stratą jest niepodejmowanie ryzyka. Dziecko wybiera zadanie, które na pewno zrobi. Nie zgłasza się do konkursu. Nie próbuje trudniejszej ścieżki, bo etykieta jest cenna i lepiej jej nie testować.
Psycholożka Carol Dweck spopularyzowała rozróżnienie na nastawienie stałe i nastawienie na rozwój. W pierwszym zdolności są czymś danym raz na zawsze, w drugim czymś, co rośnie od ćwiczenia. Pochwała za cechę pcha dziecko w stronę pierwszego. Pochwała za proces w stronę drugiego.
Co zmienia pochwała za wysiłek?
Kiedy chwalisz to, co dziecko zrobiło, a nie to, kim jest, dajesz mu do ręki dźwignię. Wysiłek zależy od niego. Cecha nie zależy od niczego.
| Zamiast tego | Powiedz to |
|---|---|
| „Jesteś taki mądry” | „Widzę, że nie odpuściłeś, choć było trudne” |
| „Jesteś zdolna z matmy” | „Rozpisałaś to krok po kroku i dlatego wyszło” |
| „Świetny rysunek, masz talent” | „Podoba mi się, ile szczegółów dodałaś w tle” |
| „Brawo, piątka!” | „Co było w tym sprawdzianie najtrudniejsze?” |
Zwróć uwagę, że prawa kolumna jest dłuższa i wymaga, żeby naprawdę spojrzeć na to, co dziecko zrobiło. To główny koszt tej zmiany. „Jesteś mądry” można powiedzieć, nie odrywając wzroku od telefonu. „Rozpisałaś to krok po kroku” już nie.
Czy to znaczy, że nie wolno powiedzieć dziecku, że jest mądre?
Wolno. Nie chodzi o zakaz słów, tylko o proporcje.
Jeśli dziecko codziennie słyszy, kim jest, a nigdy co konkretnie zrobiło, dostaje ocenę zamiast informacji zwrotnej. Jeśli od czasu do czasu usłyszy „jestem z ciebie dumny”, nic złego się nie stanie. Zwłaszcza gdy zaraz potem pada zdanie, za co konkretnie.
Uważałbym natomiast na pochwały puste i hurtowe. „Super”, „genialnie”, „najlepszy rysunek świata” powtarzane dwadzieścia razy dziennie przestają cokolwiek znaczyć. Dzieci wyczuwają inflację szybciej niż dorośli.
Jedno słowo, które zmienia rozmowę o porażce
To słowo brzmi „jeszcze”.
„Nie umiem dzielić pisemnie” to zamknięta sprawa. „Jeszcze nie umiem dzielić pisemnie” to etap. Różnica polega na jednym wyrazie, a zmienia całą treść zdania.
Najmocniej działa wtedy, gdy dziecko słyszy to słowo od nas w odniesieniu do nas samych. W zeszłym roku uczyłem się obsługi nowego programu do wycen i regularnie kląłem pod nosem przy komputerze. Nie ukrywałem tego przed dziećmi. Mówiłem wprost, że jeszcze tego nie ogarniam i że jutro spróbuję inaczej. Po jakimś czasie usłyszałem od córki dokładnie tę samą konstrukcję przy zadaniu z ułamków.
Dobrym poligonem dla „jeszcze” są wyjazdy. Kiedy dziecko pierwszy raz staje na nartach, przez dwa dni głównie się przewraca, a trzeciego dnia zjeżdża. Przy takich wyjazdach i tak dokładam do listy rzeczy ubezpieczenie turystyczne, bo nauka nowej rzeczy zwykle wiąże się z upadkami, ale to akurat sprawa dorosłych. Dla dziecka istotne jest, żeby nikt przy trzecim upadku nie powiedział „widać, że to nie dla ciebie”.
Jak chwalić, gdy dziecku nie wyszło?
To trudniejsza połowa tematu, bo tu odruch podpowiada albo krytykę, albo pocieszanie na siłę.
Nie polecam ani jednego, ani drugiego. „Trzeba było się uczyć” zamyka rozmowę. „Nieważne, i tak jesteś najlepsza” jest nieprawdą, którą dziecko rozpozna.
Sprawdza się u nas prosty schemat: nazwać fakt, zauważyć wysiłek, zapytać o następny krok.
- „Trójka. Widziałem, że uczyłaś się w środę i w czwartek.”
- „Co poszło inaczej, niż planowałaś?”
- „Co zrobisz przy następnym sprawdzianie?”
Trzy zdania i cisza. Cisza jest tu ważniejsza niż którekolwiek z tych zdań, bo dziecko musi mieć czas, żeby pomyśleć samo.
Czy pochwała za wysiłek nie staje się kolejną nagrodą?
Może się nią stać i warto o tym wiedzieć.
Jeżeli po każdej najmniejszej czynności dziecko słyszy uroczystą pochwałę, uczy się czekać na oklaski i przestaje robić cokolwiek bez publiczności. Granica jest cienka. Pomaga mi jedno rozróżnienie.
| To buduje | To uzależnia od oceny |
|---|---|
| opis tego, co widzę | ocena dziecka jako osoby |
| pytanie o proces | uroczysty aplauz po każdym drobiazgu |
| pochwała za coś trudnego | pochwała za rzecz oczywistą |
Sam pilnuję się zwłaszcza przy rzeczach oczywistych. Za umycie zębów nie chwalę, bo mycie zębów to nie osiągnięcie, tylko element dnia.
Co powiedzieć, gdy dziecko wygrywa albo przegrywa zawody?
Sport i konkursy są najtrudniejszym poligonem, bo wynik jest publiczny i natychmiastowy. Widziałem na boiskach rodziców, którzy po przegranym meczu omawiali z dzieckiem błędy przez całą drogę do domu, i takich, którzy udawali, że meczu nie było.
Obie skrajności nie pomagają. Pierwsza zamienia sport w egzamin, druga uczy, że o porażce się nie rozmawia.
Sprawdza się prosta kolejność. Najpierw nic, przez pierwsze kilkanaście minut. Dziecko po przegranej potrzebuje ochłonąć, a nie analizy. Potem pytanie o to, jak samo widzi swój występ. Dopiero na końcu, jeśli w ogóle, moja obserwacja i to raczej o wysiłku niż o technice.
Po wygranej stosuję to samo. „Gratuluję, widziałem, jak walczyłeś w drugiej połowie” zostawia dziecku coś, co da się powtórzyć. „Jesteś najlepszy w drużynie” zostawia mu tylko ciężar, który trzeba będzie utrzymać w następnym tygodniu.
Czy w każdym wieku wygląda to tak samo?
Mechanizm jest ten sam, ale forma musi być inna, bo inaczej dziecko usłyszy fałsz.
| Wiek | Co działa | Czego unikać |
|---|---|---|
| 5 do 7 lat | krótki, konkretny opis: „sam założyłeś buty” | ogólników w rodzaju „brawo, super” |
| 8 do 12 lat | pytania o proces i strategię | porównań do rodzeństwa i kolegów |
| 13 lat i więcej | krótko, bez patosu, najlepiej mimochodem | uroczystych przemów przy stole |
Nastolatek szczególnie źle znosi pochwałę wygłoszoną. Ta sama treść rzucona w przelocie, gdy razem zmywacie naczynia, trafia nieporównanie lepiej.
Warto też uważać na chwalenie jednego dziecka przy drugim. Zdanie „zobacz, jak siostra ładnie to zrobiła” brzmi jak pochwała, a działa jak porównanie i buduje między rodzeństwem rachunek krzywd, który potrafi ciągnąć się latami. Jeśli chcę pochwalić, robię to osobno.
Jak sprawdzić, czy moja pochwała w ogóle działa?
Nie ma na to testu, ale są dwa sygnały, które łatwo zauważyć w ciągu kilku tygodni.
Pierwszy to zachowanie dziecka wobec trudnego zadania. Czy próbuje, czy z góry mówi, że to nie dla niego. Drugi to jego reakcja na własny błąd. Czy potrafi powiedzieć „muszę zrobić to inaczej”, czy od razu przechodzi do „jestem beznadziejny”.
Jeśli po miesiącu nic się nie zmienia, zwykle nie chodzi o dobór słów, tylko o to, że w tle działa coś silniejszego. Najczęściej jest to presja wyniku, o którą dziecko się potyka codziennie, choćbyśmy chwalili wzorowo.
Okiem eksperta
Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak długo trwa przestawienie własnego języka. Wiedza zajmuje pięć minut, nawyk kilka miesięcy. Przez pierwsze tygodnie łapałem się na tym, że mówię „jesteś zdolny”, dopiero słysząc własne zdanie z zewnątrz.
Pomogło mi zdjęcie z siebie presji, że mam mówić idealnie. Nie ma jednego magicznego zdania, po którym dziecko nagle zaczyna podejmować wyzwania. Jest za to całkiem prosty test, który stosuję do dziś: czy to, co właśnie powiedziałem, dało dziecku jakąś informację, czy tylko ocenę.
Jeśli informację, jest dobrze, nawet gdy zdanie brzmi niezgrabnie. Jeśli samą ocenę, to trafiło w próżnię, choćby zabrzmiało bardzo miło. I jeszcze jedno. Dzieci są bezlitosnymi wykrywaczami sztuczności, więc pochwała wypowiedziana bez patrzenia na dziecko jest warta dokładnie tyle, ile kosztowała.